News

Wybory w USA 2024: wola ludu czy wola darczyńców?

Po katastrofalnym występie prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena z Donaldem Trumpem w debacie prezydenckiej 27 czerwca, darczyńcy Partii Demokratycznej wpadli w szał, uznając, że urzędujący prezydent nie ma szans na kandydowanie w listopadowych wyborach.

Różni zamożni darczyńcy wstrzymali swoje wpłaty pieniężne na rzecz organizacji współpracujących z kampanią Bidena, zastrzegając, że Biden musi zostać zastąpiony jako kandydat na prezydenta, zanim pieniądze zaczną znów płynąć.

Wśród tych darczyńców jest Abigail Disney, dziedziczka fortuny rodziny Disney, która wyjaśniła CNBC, że „jeśli Biden nie ustąpi, Demokraci przegrają”. Portal zacytował również prezesa Moriah Fund Gideona Steina, który ostrzegał, że jeśli Biden nie zostanie usunięty z równania, „moja rodzina i ja wstrzymujemy się z planowanymi darowiznami w wysokości ponad 3 mln USD”.

Obiektywnie rzecz biorąc, spieprzenie debaty jest o wiele mniej rażącym przewinieniem politycznym niż na przykład podżeganie do ludobójstwa Izraela w Strefie Gazy przez ostatnie dziewięć miesięcy – polityka, która zamiast tego spotyka się z uznaniem wielu głównych darczyńców Bidena.

I choć bez wątpienia niepokojące jest to, że niezrozumiała osoba pełni funkcję dowódcy globalnego supermocarstwa – lub „pierwszej czarnej kobiety, która służyła z czarnym prezydentem”, jak niedawno Biden sam siebie zdefiniował w imponującej gafie słownej – kraj ten może pochwalić się solidną historią przywódców z problemami językowymi. Należą do nich sam Trump i George W Bush, ten ostatni jest źródłem prowokującego do myślenia stwierdzenia: „Rzadko zadawane jest pytanie: Czy nasze dzieci się uczą?”

W przypadku Bidena należy jednak zauważyć, że rzekoma niekompetencja prezydenta została podniesiona do rangi Bardzo Ważnej Kwestii dopiero wtedy, gdy darczyńcy wpadli w szał. Stało się tak pomimo faktu, że przed debatą Ipsos głosowanie odkryli, że zaledwie 28 procent prawdopodobnych wyborców w USA było przekonanych o „psychicznej sprawności Bidena do bycia prezydentem”. Po debacie liczba ta spadła do 20 procent.

Krótko mówiąc, jest to tylko kolejne przypomnienie o nieproporcjonalnej władzy i wpływach, jakimi dysponuje klasa darczyńców Ameryki w bezczelnej plutokracji, nazywanej eufemizmem „demokracja” – gdzie głosowanie i inne demokratyczne farsy ledwie maskują rzeczywistość, w której wola ludu nie ma mniejszego znaczenia.

Choć stwierdzenie, że wielkie pieniądze kontrolują rząd USA, może brzmieć spiskowo, jest to chyba najbardziej nieukrywany spisek w historii. Rzeczywiście, operacje plutokratyczne stały się tak znormalizowaną częścią krajobrazu politycznego, że prawie nikt nie mrugnie okiem, gdy mówimy o milionach rozrzucanych tu i tam, aby wpłynąć na wyniki wyborów.

Rozważmy mnóstwo czeków na kwotę prawie miliona dolarów wystawionych na wspólny komitet zbierania funduszy Bidena, Biden Victory Fund, przez przedsiębiorców technologicznych, inwestorów venture capital i inne elity po tym, jak grupy potencjalnych darczyńców zostały ugoszczone w Białym Domu w okresie od czerwca 2023 r. do marca tego roku. Jak zauważa strona internetowa Politico w swoim niedawnym raporcie na ten temat: „Bidena nie obowiązuje prawo do zapraszania darczyńców do Białego Domu, a poprzedni prezydenci podobnie wykorzystywali wspaniałość i wygodę budynku, aby nawiązać kontakt ze zwolennikami politycznymi i darczyńcami”.

I jakież to wygodniejsze miejsce niż sam symbol władzy politycznej w stolicy kraju, by podkreślić, że to właśnie ludzie dysponujący kapitałem finansowym faktycznie rządzą?

Oprócz bezpośredniej manipulacji finansowej amerykańską „demokracją” istnieje oczywiście jeszcze bardziej podejrzany biznes „ciemnych pieniędzy”, zdefiniowany przez waszyngtońską organizację OpenSecrets o trafnej nazwie jako „wydatki mające na celu wpłynięcie na wyniki polityczne, przy czym źródło pieniędzy nie jest ujawnione”.

Orzeczenie Sądu Najwyższego z 2010 r. w sprawie Citizens United v Federal Election Commission (FEC), które cofnęło ograniczenia finansowania kampanii, aby umożliwić nieograniczone wydatki korporacji i grup interesów, utorowało drogę dla powodzi ciemnych pieniędzy na kampanie wyborcze. Co znamienne, orzeczenie w sprawie Citizens United przypisuje się pomocy w powstaniu tego, co stało się zinstytucjonalizowanym filarem plutokracji: super PAC (komitetów akcji politycznej), które według Brennan Center for Justice w NYU Law School wydały prawie 3 mld dolarów na wybory federalne w ciągu pierwszej dekady swojego istnienia.

Teoretycznie super PAC-i są zobowiązane do ujawniania swoich darczyńców FEC; jednak wymóg ten staje się całkowicie nieistotny z uwagi na fakt, że super PAC-i mogą otrzymywać nieograniczone fundusze od firm fasadowych i organizacji non-profit, które nie są zobowiązane do ujawniania swoich darczyńców. W rezultacie wyborcom odmawia się prawa do wiedzy, kto dokładnie stara się wpłynąć na ich wybory wyborcze – i jakie interesy reprezentują ci aktorzy.

Analiza opublikowana przez OpenSecrets w marcu wskazała na „bezprecedensowy wzrost” ciemnych pieniędzy w cyklu wyborczym 2023-24, przy czym składki od grup ciemnych pieniędzy i firm fasadowych „przewyższyły wszystkie poprzednie wybory”. Ostatecznie, jak przewidział OpenSecrets, napływ takich funduszy może potencjalnie „przewyższyć około 660 milionów dolarów wpłat z nieznanych źródeł, które zalały wybory w 2020 r. — cykl, który przyciągnął ponad 1 miliard dolarów w całkowitych ciemnych pieniądzach, licząc wydatki na reklamy polityczne, jak również składki”.

A podczas gdy Demokraci lubią robić szum wokół ciemnych pieniędzy, jakby całe zjawisko było wyłączną domeną skorumpowanych i pozbawionych skrupułów Republikanów, Partia Demokratyczna w ostatnich latach dała swojemu republikańskiemu rywalowi popalić (ciemne) pieniądze. Demokraci po raz pierwszy prześcignęli Republikanów w wydatkach z nieznanych źródeł w 2018 r., wyczyn, który powtórzono w kolejnych cyklach wyborczych.

Nie żeby nie opłacało się być prawicowcem – wystarczy zapytać Sąd Najwyższy, gdzie miliardowy przemysł ciemnego pieniądza jest w dużej mierze wdzięczny za stworzenie najbardziej konserwatywnego sądu od prawie wieku. Były doradca sądowy Trumpa i mistrz ciemnego pieniądza Leonard Leo odegrał główną rolę w awansie nie mniej niż trzech konserwatywnych sędziów do sądu, który sumiennie zajął się demontażem podstawowych praw i wolności w kraju.

Teraz, gdy w sferze finansowania kampanii wyborczych i kupowania wpływów politycznych krążą absurdalnie duże sumy pieniędzy, nie sposób nie myśleć o wszystkich innych rzeczach, które można by zrobić za te pieniądze – jak na przykład poprawić katastrofalny stan edukacji i mieszkalnictwa w USA lub zreorganizować system opieki zdrowotnej, który dosłownie zabija ludzi.

Jednak wydawanie pieniędzy na rzecz przeciętnego Amerykanina oznaczałoby mniej pieniędzy na inwestowanie w demokratyczne farsy mające na celu zapewnienie właściwego przepływu kapitału i dalszą tyranię elit.

W tym celu być może nadszedł czas, aby zrewidować słynne słowa prezydenta Abrahama Lincolna w pochwałach „rządu ludu, przez lud, dla ludu”. Ponieważ pod koniec dnia Stany Zjednoczone to nic innego, jak rząd darczyńców, przez darczyńców, dla darczyńców.

Poglądy wyrażone w tym artykule są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko redakcyjne stacji Al Jazeera.

Source link

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button