News

Najlepszym rabinem, jakim mogę być teraz, jest dziennikarz

(RNS) — Jako rabin/dziennikarz jestem częścią dwóch uzupełniających się, ale ostatecznie niekompatybilnych zawodów. Podczas gdy jeden mówi z miejsca miłości i współczucia, drugi stawia na pierwszym miejscu nieustanne dążenie do sprawiedliwości i prawdy.

Przez pierwsze 40 lat mojej kariery rabinicznej wykorzystywałem swoje dziennikarskie wykształcenie głównie do celów rabinicznych, jako orędownik Tory, Izraela i spraw duchowych. Pomimo tego ciężko pracowałem, aby nie narażać dziennikarskiej integralności. Ale mimo to, najpierw byłem rabinem, a dopiero potem dziennikarzem. Podobnie jak średniowieczni kabaliści, którzy postrzegali sprawiedliwość i miłość jako siły boskie, które wykuwają niepewną równowagę we wszechświecie — ale z miłością odrobinę silniejszą — moje przesłania świadomie skłaniały się w stronę współczucia, pocieszenia i nadziei.

Ale w zeszłym tygodniu zostałem rabinem emerytowanym i wszystko się zmieniło. Teraz, uwolniony od obowiązków kaznodziei, mogę odwrócić ten scenariusz.

W ciągu ostatnich kilku lat, uderzenie COVID-19 6 stycznia i 7 października zmusiło mnie do pisania inaczej, szukania słów, które przekażą większą pociechę, a nie ostrzejszą prawdę. Duchowni na całym świecie byli zmuszeni do podejmowania trudnych decyzji. Podczas gdy kraj walczył z buntem, my byliśmy wzywani do zapewnienia środków uspokajających. Demokracja pod ostrzałem? Czas na grupowy uścisk. Zwłoki piętrzące się w miejscowym szpitalu? Pozwólcie mi zmienić tło mojego wirtualnego Zoom na zachód słońca w Cancun.

Nawet przed COVID-19 duchowni nieustannie starali się uśmierzyć swój ból i ból innych. Było Charlottesville, a potem masakra w Tree of Life w Pittsburghu, która miała miejsce dzień po śmierci mojej matki, seria ciosów w brzuch, które mną wstrząsnęły, zastanawiając się, jakiemu celowi służyłem. Nie mogąc znaleźć słów, powtarzałem banały innych zaginionych rabinów, z których niektórzy mówili z większym autorytetem, a nawet wznoszącą się poezją, ale widziałem w ich formułkowych punktach rozmów wskazówki, że oni również byli zaginieni. Wszyscy odgrywaliśmy rolę, którą czuliśmy, że nam przydzielono — aby utrzymać wszystko razem. Nadal „nauczaliśmy pod kątem testu”, głosiliśmy to, czego wszyscy od nas oczekiwali — wszystko to, gdy byliśmy drwieni przez prawicę i zdradzani przez lewicę.

Milion Amerykanów zmarło z powodu COVID. Powtórz to. Płacą mi za słowa — jakie słowa mogą odpowiedzieć To rzeczywistość? Byłem zbyt duchowo zmęczony, aby je znaleźć, więc wróciłem do zapisanych słów pocieszenia, doprawionych szczyptą zaprzeczenia.

Siedem milionów ludzi zmarło z powodu tej zarazy — o milion więcej niż w czasie Holokaustu. Ale idźmy dalej.

Mówiąc o Holokauście, 80 lat po Auschwitz modliliśmy się, aby ostatni z ocalałych mógł odejść z tej ziemi w pokoju i godności, a epoka intensywnego żalu ustąpiła miejsca mniej intensywnemu, ale nieusuwalnemu wspomnieniu. Ale nagle, 7 października, wszyscy staliśmy się natychmiastowymi świadkami pogromu tak okropnego, tak natychmiastowego, tak transmitowanego w telewizji, tak nachalnego, że pozostawił niezatarty ślad na naszych duszach i ożywił nasze najciemniejsze koszmary, tym samym resetując zegar żydowskiego cierpienia do tu i teraz.

Cała moja kariera była uporządkowanym postępem od ciemności do światła, od Shoah do odrodzenia. Opowiadałem o tej bohaterskiej podróży. Pomagałem ją mitologizować. To właśnie robiłem, w eseju po eseju, kazaniu po kazaniu, kolumnie po kolumnie, zajęciach po zajęciach. Mogłem spisać wszystkie osiągnięcia bezprecedensowego wieku w historii Żydów, od 6 czerwca 1967 r. do teraz, jako wierzący, aktywista, triumfujący świadek, oddechowa zwrotka „Hatikvah”.

A potem, z dnia na dzień, wszystko się zawaliło.

Mimo to pisałem nieustannie, jako rabin, dzień po dniu, tak dobrze jak potrafiłempróbując wykuć porządek z chaosu. Sytuacja wołała o pocieszenie. Moi wierni błagali o to i to im dałem. Po 7 października uspokoiłem ich dusze.

Ludzie to docenili, ale ja wiedziałem, że – jak powiedział Jeremiasz 8:11Krzycząc „Pokój! Pokój!” tam, gdzie nie ma pokoju.” Przywoływałem nadzieję tam, gdzie jej było bardzo mało. Żyłem w świecie, który już nie istniał, w iluzorycznym obrazie, w którym mogliśmy beztrosko wskakiwać do kajaków i wiosłować w dół Jordanu z obecnie opuszczonych północnych kibuców, tańczą horas w Koperta Gazy lub spacerować bez skrępowania po Broadwayu niedaleko Columbii, mając na sobie jarmułkę.

Czasami mogłem przynieść pocieszenie, czasami nie. Czasami mogłem zainspirować aktywizm. Czasami nie. Czasami mogłem pomóc ludziom wczuć się w sytuację Izraelczyków, Palestyńczyków, Black Lives, imigrantów lub osób transseksualnych. Czasami mogłem nawet pomóc im poczuć boskość, gdy brnęliśmy przez każdą tysiącletnią burzę deszczową, która bezlitośnie nas uderzała, jednego po drugim, tydzień po tygodniu, z coraz większą zaciekłością.

Czasami, gdy byłem najbardziej zainspirowany, mogłem pomóc ludziom bardziej się kochać. Kochać nieznajomego, kochać bliźniego, kochać siebie. Ale czasami ceną, którą modlimy się za miłość, jest prawda. Zawsze starałem się równoważyć te dwie rzeczy w moich przesłaniach; ale jako rabin musiałem, podobnie jak kabaliści, mieć skłonność do miłości.

Mój rezerwuar miłości nie wysechł. Wręcz przeciwnie. Ale stało się dla mnie zbyt onieśmielające, by dalej być apologetą, roztrząsać, co jest ludobójstwem, a co nie, czyścić etnicznie, antysemityzmem, judaizmem czy Bogiem. Nie wiem, ile lat mi zostało, ale nie mogę ich wszystkich spędzić, poprawiając innym samopoczucie — nawet jeśli nie powinni.

Nie mogę osłodzić zła antysemityzmu i nienawiści, bezpośrednich zagrożeń ze strony rosnącego faszyzmu w Ameryce i kahanizmu w Izraelu, negacji nauki, poniżania kobiet i Inności uchodźców, tylko po to, by uspokoić wiernych. Nie mogę powiedzieć „To też przeminie”, gdy w moim uchu Jeremiasz woła: „'Zdać? Zdać? Nie ma „Pass”.'”

I dlatego nadszedł czas, abym przeszedł na dziennikarstwo-najpierw. Rabin nadal będzie obecny, ale trochę zejdzie na dalszy plan. Możecie nawet tego nie zauważyć. Nie usunę tego z papieru firmowego. To duża część mnie. Ale tak samo jest z mówieniem prawdy.

Odtąd nie mówię w imieniu nikogo i niczego poza prawdą, taką, jaką ją widzę. Ani w imieniu Boga, ani Tory, ani żadnej partii politycznej.

W czasach, gdy świat się wali i nie ma żadnych oznak, że wkrótce będzie lepiej, świat potrzebuje teraz osób mówiących prawdę o wiele bardziej niż wielkiego uścisku. Nie mogę być obarczony rolą kapłana-pocieszyciela, gdy muszę być prorokiem powtarzającym krzyk mojego rabina-prawdy, Jeremiasz.

Najlepszym rabinem, jakim mogę być w tej chwili, jest dziennikarz.

(Rabin Joshua Hammerman jest autorem „Mensch-Marki: Lekcje życia rabina-człowieka” I “Przyjęcie Auschwitz: Tworzenie żywego, afirmującego życie judaizmu, który traktuje Holokaust poważnie.” Więcej jego tekstów znajdziesz na jego stronie Substack, “W tym momencie.” Poglądy wyrażone w tym komentarzu niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Religion News Service.)

Source link

Related Articles

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button